Panowie życia i śmierci cz. 13

Panowie życia i śmierci cz. 13

W kolejnym numerze zamieszczamy twarze i nazwiska katów, morderców niemieckich, którzy skazywali ludzi na karę śmierci za małe nawet przewinienia, którzy nie wahali się poddawać zagładzie polskiego narodu. Dziś następne wizerunki strażników obozu w Żabikowie. Do zdjęć dołączamy relacje kolejnych świadków tamtych zdarzeń.

*Jako pierwsza opowiada Leonarda Staniszewska.

– Komendant Walter z więźniarki, która przywiozła więźniów z siedziby gestapo, wywołał jednego więźnia i weszli nad basen przeciwpożarowy. W trakcie rozmowy zastrzelił go, a więzień wpadł do wody.

*„Beczka” relacja świadka Józefy Kaczmarek

– Kosz był okrągły, o średnicy niewiele ponad pół metra, wysokości dwóch. Stanie w nim było straszną udręką. Zewsząd wiało zimno, a poruszać się nie było można. Kosze te stały w rzędzie przed wartownią i stojący w nich byli ciągle obserwowani. Stałam tak przez całą noc, a rano razem z innymi musiałam iść do pracy.

*Relacja świadka Ireny Tarnowskiej

– Tuż pod naszym oknem skatowali bez litości księdza tak, że leżał bez znaku życia-jednak go nie zabili. Potem na pół dnia wrzucili go do wody (był to koniec marca, był mróz i padał śnieg). Na noc wsadzili go do beczki z drutu kolczastego, bez możliwości obrócenia się. Wytrzymał nieprawdopodobną mękę. Jak? Nie wiadomo… Potem znowu pół dnia nosił skrzynie z piaskiem.

*Relacja świadka Janiny Jadwisiak -Kabacińskiej

– W beczce z drutu kolczastego stał ksiądz, po tygodniu, gdy wracaliśmy z pola z komandem, on już leżał przewrócony z koszem.

Po wojnie ustalono według akt U.S.C. Poznań akt zgonu Nnr P3572/44, był to ksiądz Czesław Cofta, proboszcz parafii w Lubaszu w powiecie Czarnkowskim ur. 26.06.1910 roku w Rogoźnie, zamordowany w obozie w Żabikowie 4.10.1944 rok.

*Relacja świadka Franciszka Banasiewicza

– Pod jakimkolwiek pozorem dostawało się po głowie, po plecach sztachetami lub kijami. Oprócz tego puszczano na nas jeszcze psy, osobno w tym kierunku wytresowane.

*Relacja świadka Janiny Skrzypińskiej.

– Widziałam kiedyś z okna szwalni jak więzień klęcząc tłukł kamienie na chodniku. W pewnej chwil, gdy ktoś za nim stanął, więzień odwrócił się. Wówczas dopadł do niego komendant Walter i kopał go tak długo, dopóki nie powychodziły z niego wnętrzności.

Innym razem pewnego mężczyznę, dopiero co przyprowadzonego do obozu, esesmani obrzucali kamieniami pod moim oknem. Człowiek ten leżał przez cały czas, a esesmani zabawiali się konkurując między sobą, który celniej trafi kamieniem w jego głowę.

Pamiętajmy o tych zwyrodnialcach, aby nigdy nie powtórzyły się takie dni. Ciąg dalszy w kolejnym numerze.

Zbigniew Tomaszewski

Brak komentarzy

Napisz komentarz