Ania Przybylska, na pół kościanianką, a na pół gdynianką

Panu Bogu zabrakło aniołów, więc za- wołał Ją do siebie – napisał ktoś w książce kondolencyjnej. Właśnie wchodzi na ekrany film wspomnieniowy o Annie Przybylskiej. Kurier lokalny wraca wspomnieniami do kościańskich korzeni tej aktorki.

W 2014 roku Polskę obiegła wiadomość, że Anna Przybylska nie żyje. –  Dlaczego  nie  udało się jej uratować? – pytało wielu.

Rok wcześniej kolorowa prasa donosiła, że coś dzieje się niedobrego ze zdrowiem aktorki. Mocno schudła, miała operację jedną, potem kolejne. Spekulowano o jej stanie zdrowiu,  ale  wszyscy  mieli nadzieję, że poradzi  sobie z tymi kłopotami, bo była sina, młoda, pełna dobrej energii i z dużą wolą walki o przetrwanie. Miała dla kogo żyć. Obok był kochający partner, troje potrzebujących mamy dzieci i bliska jej rodzina – mama, siostra i pozostali krewni. A dla Przybylskich rodzina zawsze była bardzo ważna. Utrzymywali ze sobą  bliski  i s e r d e c z n y związek. – Nasza rodzina jest nie- wielka, więc się  szanujemy i wspieramy – mówią krewni, najbliżsi kuzyni Ani z Ko- ściana. Ona sama bowiem jedną nogą jest z Gdyni (po mamie) z drugiej z Kościana (po tacie).

Reszta artykułu w najnowszym numerze KL

Brak komentarzy

Napisz komentarz