poniedziałek, 25 października 2021

2021 kwiecień

Wybierając się na wesele czy innego rodzaju doniosłą uroczystość niegdyś kobiety nie wyobrażały sobie wybrać innej sukienki, niż takiej, która kończy się wraz z linią kostek. Mowa oczywiście o sukienkach maxi, które są bardzo eleganckie, a zarazem dodają kobiecie uroku. Z czasem moda nieco się zmieniła i kobiety chętnie zakładały krótkie sukienki na wesela i inne przyjęcia. Dziś jednak sukienka maxi wraca do łask, dlatego warto wybierać właśnie taką długość.

Szyk i klasa

Nikomu nie trzeba mówić, że sukienka maxi to szczyt elegancji, klasy i stylu. Zestawiona z butami na obcasie (niekoniecznie szpilkami, choć te są oczywiście mile widziane), odpowiednią biżuterią, torebką i makijażem pozwala wyzwolić pokłady kobiecości, lecz z drugiej strony wyglądać bardzo szykownie. Sukienka maxi znajduje zastosowanie w różnych sytuacjach – sprawdzi się przede wszystkim podczas większych i bardziej doniosłych uroczystości. Kolacja w bardzo eleganckiej restauracji, przedpremierowy pokaz w teatrze czy też oficjalna impreza służbowa to tylko przykłady okazji, na które można, a nawet powinno się założyć sukienkę maxi. Najczęściej jednak kobiety wybierają ją na wesele. Warto pamiętać, że sukienka maxi pasuje kobietom w każdym wieku. Ze względu na to, że znowu wraca ona do kanonu mody, często decydują się na nią nawet nastolatki, które poszukują idealnej sukienki na studniówkę. 

Jak wybrać?

Sukienka maxi przez lata przeszła ogromną metamorfozę. Dzięki temu w niczym nie przypomina sztywnych, niewygodnych kreacji, które pasują jedynie bardzo wysokim i szczupłym kobietom. Teraz sukienki maxi wykonane są z bardzo elastycznych materiałów, które dopasowują się do ciała kobiety. Niektóre modele są lekkie i zwiewne, dlatego też idealnie sprawdzą się na letnie imprezy w upalne dni. Inne zaś warto dodatkowo ozdobić eleganckim szalem, który doda elegancji i kobiecości. Obecnie na rynku mamy tak duży wybór sukienek maxi, że każda kobieta z pewnością znajdzie coś dla siebie. Pamiętajmy jednak, aby przed zakupem dokładnie sprawdzić jej długość, tak aby nie była ona dla nas ani zbyt długa ani zbyt krótka. Nie jest prawdą, że sukienka maxi musi kosztować majątek. Wręcz przeciwnie – w wielu sklepach możemy kupić je w doskonałych cenach, lecz ich jakość również pozostaje doskonała. Warto zapoznać się z ofertą sklepu fokus.pl, gdzie możemy znaleźć różne modele sukienek maxi w różnych przedziałach cenowych. Pamiętajmy, że w długich sukniach każda kobieta wygląda świetnie, bez względu na to, ile ma lat czy też jaką ma figurę.

W piątkowy wieczór l lipca 2005 roku grodziska drużyna Klubu Groclin-Dyskobolia – razem z wiernymi kibicami i sympatykami futbolu – świętowała zdobycie Wicemistrza Polski i Pucharu Polski.

Jedyna porażka w rozgrywkach Pucharu Polski była w wyjazdowym meczu z Zagłębiem Lubiń 1:0. Przegrana nie odebrała Groclinowi trofeum, pierwszego tego typu w historii Klubu. Do sukcesu wystarczyła wygrana z pierwszego meczu 2:0.

Tamtego dnia, w piątkowy wieczór świętowano na grodziskim stadionie, a potem na Rynku. Uroczystość zaczęła się mszą odprawioną przez kapelana Piotra Loba. Na stadionie ksiądz powiedział:

– Ileż radości i smutku tu przeżyliśmy, ale dziś jest powód szczególny, aby tu przyjść i spotkać się po raz ostatni w tym, tak szczególnym i niezwykłym sezonie. Gromadzimy się na wielkim dziękczynieniu za to wszystko, czego byliśmy świadkami. Oto nasza ukochana drużyna, po raz pierwszy, w 83-letniej historii swego istnienia, zdobyła Puchar Polski i po raz drugi tytuł Wicemistrza Polskiej Ligi. Nasi juniorzy starsi zostali Mistrzami Wielkopolski. Za to wszystko pragniemy dziś, w sposób szczególny podziękować, sprawując mszę świętą w tej intencji dziękczynnej, bo wiele mamy do zawdzięczenia Bożej Opaczności – zakończył mowę kapelan drużyny.

Ze stadionu piłkarze odkrytym autokarem pojechali na miasto, potem dotarli na Rynek. Przy Ratuszu odbywała się dalsza część uroczystości, czyli wręczenie Pucharu i medali Wicemistrzom Polski.

Na początku głos zabrał burmistrz Grodziska Wielkopolskiego Henryk Szymański, który powitał Zbigniewa Drzymałę – prezesa Klubu Groclin-Dyskobolia i jego piłkarzy. Przypomniał, że prezes posiada tytuł Honorowego Obywatela Miasta Grodziska. Przywitał też trenera reprezentacji Polski – Pawła Janasa, prezesa Wielkolopolskiego Związku Piłki Nożnej – Stefana Antkowiaka, posła na Sejm RP – Stanisława Steca, działaczy Klubu, wiernych kibiców, mieszkańców i pozostałych gości.

Po tej części Henryk Szymański i przewodniczący Rady Miasta Marek Kinecki wręczyli puchar. W imieniu Klubu odebrał go piłkarz Igor Kozioł.

Zbigniew Drzymała i trener Duszan Radolsky otrzymali od włodarzy miasta listy gratulacyjne. Padły też słowa życzące dalszych sukcesów, które dostarczą wiele radości i satyfakcji. Podkreślano, że takie wydarzenie, to splendor dla miasta.

Wtedy głos zabrał prezes Groclinu i powiedział:

– Sportowi bohaterowie wprowadzili maleńki Grodzisk na karty historii polskiego futbolu. Jesteśmy im wszystkim wdzięczni. W Grodzisku mamy – poza wiarę w Kościół – wiarę w futbol. Ta druga wiara jest tak samo silna, a do tego daje nam tyle radości i powoduje, że Grodzisk jest tak popularny i wspaniały. Ale poza tym wszystkim wspaniali są nasi pracownicy, pracownicy Groclinu. Chciałbym im serdecznie podziękować, bo tych kilka tysięcy ludzi utrzymuje zawodników i drużyny. Dziękuję wam. Jesteście wspaniali.

Stafan Antkowiak i Paweł Janas wręczyli złote medale juniorom za Mistrzostwo Wielkopolski.

W podziękowaniu dla wiernych kibiców i sympatyków zagrał zespół De Mono. Tamto świętowanie zakończyło się pokazem fajerwerków dla społeczeństwa, a bankietem dla gości. Tak się radowali w Grodzisku ponad piętnaście lat temu.

* * *

Zbigniew Drzymała do niedawna był jednym z najbardziej znanych biznesmenów inwestujących w futbol. Jego firma Groclin zajmowała się produkcją wyposażenia akcesoriów samochodowych – głównie foteli i ich poszycia. Na początku lat 90-tych Drzymała zaczął sponsorować mały klub Dyskobolia. Inwestował w rozbudowe stadionu i w piłkę. Kupował znanych piłkarzy i błyskawicznie awansował do I ligi. W efekcie drużyna z kilkunastotysięcznego miasta stała się jednym z najsilniejszych polskich zespołów piłkarskich. W 2003 i 2005 roku Groclin wywalczył wicemistrzostwo Polski, a w 2005 i 2007 roku zdobył Puchar Polski.

W sezonie 2003/04 Groclin rewelacyjnie spisywał się w Pucharze UEFA – najpierw wyeliminował Herthę Berlin, później Manchester City, a z rywalizacji odpadł dopiero po meczach z Bordeaux.

Po latach inwestowania w futbol w małej miejscowości Drzymała postanowił przenieść się do Wrocławia i był bardzo blisko doprowadzenia do fuzji ze Śląskiem. W tej sprawie podpisano już nawet list intencyjny. Ostatecznie prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz wycofał się z fuzji Śląska z Groclinem i rozmowy się zakończyły. W 2008 roku Drzymała spółkę piłkarską sprzedał Józefowi Wojciechowskiemu, a zespół występował już w ekstraklasie, jako Polonia Warszawa. Po tej transakcji Zbigniew Drzymała wycofał się z futbolu.

I teraz, po kilkunastu latach wróciła sprawa Klubu Groclin-Dyskobolia.

Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał dwie osoby z otoczenie Groclinu, bo uznał, że ostatni z meczów o Puchar Polski był ustawiony. Jacka G. byłego sędziego piłkarskiego skazano na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata, na 10 tysięcy złotych grzywny i zakano mu zajmowania stanowisk i organizowania imprez sportowych przez cztery lata. Z kolei działacz Klubu Groclin Władysław K. został skazany na rok i trzy miesiące pozbawienia wolności, w zawieszeniu na trzy lata oraz na grzywnę 3,5 tysiąca złotych.

Trwa proces trzeciej oskarżonej osoby, czyli prezesa Groclinu. Sprawa cały czas jest w toku. Rozprawy prowadzone są w Sądzie Rejonowym w Grodzisku. Bywają odraczane, bo Zbigniew Drzymała jest chory. Proces trwa od 10 maja 2018. Prokuratura postawiła mu trzy zarzuty dotyczące meczów: *7 maja 2004 Groclin Grodzisk Wielkopolski – Amica Wronki 1:1, *16 kwietnia 2005 Groclin Grodzisk Wielkopolski – Amica Wronki 4:0 i *18 czerwca 2005 Groclin Grodzisk Wielkopolski – Zagłębie Lubin 2:0 (PP). W akcie oskarżenia można przeczytać, że w Groclinie kupowano jedynie mecze wybrane przez prezesa. Były to mecze wskazane ze względów ambicjonalnych (np. derby Wielkopolski) lub ze względu na układ tabeli. Spotkania derbowe były rozgrywane z Amicą Wronki i Lechem Poznań.

Oskarżenie mówi, że Zbigniew Drzymała miał zlecić Władysławowi K. – menadżerowi drużyny złożenie propozycji korupcyjnej sędziemu. Sędzią tego spotkania był międzynarodowy arbiter Jacek G. Działacz zaproponował arbitrowi gotówkę za zwycięstwo swojej drużyny. Sędzia propozycję przyjął. Dopiero po meczu i to nie od razu Władysław K. pojechał do siedziby PZPN do Warszawy. Obaj panowie się spotkali. Kiedy sędzia Jacek G. odwoził Władysława K. na Dworzec Centralny, w samochodzie doszło do przekazania pieniędzy.

Po latach, gdy w mediach pojawiły się informacje o zatrzymaniu byłego kierownika drużyny, Zbigniew Drzymała sam zgłosił się do prokuratury i złożył obszerne wyjaśnienia. W całości odrzucił stawiane zarzuty. Pan Zbigniew prosił w sądzie o stosowania pełnych danych osobowych i wizerunku w publikacjach dotyczących stawianych mu zarzutów.

Niedawno Zarząd PZPN podjął decyzję pozbawiającą Groclin-Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski Pucharu Polski z 2005. Wtedy Klub „Nasza Dyskobolia” usunęła informację ze swojej strony o zdobyciu Pucharu Polski w 2005 roku.

– Małemu było łatwo zabrać, tak jak to zrobił PZPN. Odebrano puchar grodziskiej drużynie, a razem z tym powinni odebrać innym. Niech odbiorą też Wiśle, Płockowi i Lechowi. Byłoby to minimum przyzwoitości – mówią grodziscy kibice odnosząc się do sprawy ustawionego meczu podczas finału Pucharu Polski.

***

Dla mniej wtajemniczonych napiszemy, że Puchar Polski w piłce nożnej mężczyzn, to cykliczne rozgrywki piłkarskie, organizowane co roku przez Polski Związek Piłki Nożnej pod patronatem Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej dla polskich drużyn klubowych, zarówno amatorskich, jak i profesjonalnych. Zdobywca tytułu otrzymuje prawo gry w kwalifikacjach Ligi Europy UEFA oraz w Superpucharze Polski.

Z racji liczby uczestniczących w nim drużyn, są to najbardziej prestiżowe i masowe rozgrywki pucharowe prowadzone w Polsce. Potocznie nazywa się je pucharem tysiąca drużyn.

Ewa Noga-Mazurek

Duże, ciężarowe pojazdy przemieszczają się po całym naszym kraju. Niezależnie, czy swoją bazę mają w Grodzisku, Kościanie, Stęszewie, czy w Lublinie. Nawet te z najdalszych stron, po kilku godzinach mogą przejeżdżać obok nas, na naszej drodze. Wiele pojazdów jest sprawnych. Jednak każdego dnia inspektorzy drogowi zatrzymują niesprawne ciężarowe „kolosy”. Mają zepsute hamulce, są przechylone na jedną stronę, ich opony nie nadają się do jazdy, mają popękane szyby, wyciekają z nich płyny, mają niesprawne światła mijania, pozycyjne, stopu i tak dalej.

Bywa, że z usterkami ciężarówki wjeżdżają do nas spoza Polski. Inspektorzy tylko w ciągu 4 ostatnich tygodni zatrzymali kierowców – jadących niesprawnymi pojazdami zza wschodniej granicy. Oto konkretne zdarzenia.

*Materialy budowlane

23 lutego na odcinku drogi wojewódzkiej patrol ITD z Leszna zatrzymał do kontroli pojazd członowy należący do polskiej firmy transportowej. Ciężarówka przewoziła materiały budowlane. Naczepa nie miała ważnego badania technicznego. Inspektorzy mieli zastrzeżenia do bieżnika opon. Kontrola zakończyła się zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego naczepy.

* Zestaw pełen usterek i naczepa bez przeglądu

24 lutego w środę drogą jechał pojazd  ciężarowy w fatalnym stanie. W Pępowie (powiat gostyniński) funkcjonariusze ITD z Leszna zatrzymali zespół pojazdów należący do polskiego przewoźnika. W ciągniku siodłowym inspektorzy stwierdzili nadmierne zużycie tarcz hamulcowych (były na nich widoczne rysy i pęknięcia), brak lusterka przedniego i lusterka wstecznego. Z kolei w naczepie ujawniono nadmierne zużycie tarcz hamulcowych przy kołach na wszystkich osiach, znaczące uszkodzenia opon. Na niektórych widoczne były druty.

* Uszkodzone opony i pęknięta szyba

26 lutego zatrzymaniem dwóch dowodów rejestracyjnych zakończyła się kontrola zestawu zatrzymanego przez patrol drogówki stwierdził usterkę zagrażającą bezpieczeństwu. Dwie opony znajdujące się na drugiej osi naczepy były pęknięte i groziły tzw. wystrzałem podczas jazdy. Do tego opony założone na drugiej i trzeciej osi miały różną rzeźbę bieżnika. Z kolei przednia szyba ciągnika siodłowego była mocno pęknięta w polu widzenia kierowcy.

*Dostawczak ze sporą nadwagą

Ociężały samochód dostawczy na zagranicznych numerach rejestracyjnych zwrócił uwagę inspektorów ITD, gdy w czwartek (25 lutego) jechał polską drogą krajową. Litewski kierowca przewoził artykuły ogrodnicze i kwiaty cięte z Polski na Litwę. Samochód z ładunkiem ważył 5,3 tony zamiast dopuszczalnych 3,5 tony. Auto było zatem przeciążone o 1,8 tony.

*Ryzykowny przewóz gazu

Jadącą do granicy cysternę,  przeznaczoną do przewozu materiałów niebezpiecznych, zatrzymali 25 lutego w czwartek inspektorzy z Wojewódzkiego Inspektoratu. Sprawdzili, że pojazd nie odpowiadał warunkom określonym w umowie europejskiej o przewozie towarów niebezpiecznych (ADR). Sposób instalacji w ciągniku samochodowym postojowego ogrzewacza spalinowego powodował ryzyko pożarowe. Urządzenie pracowało non-stop niezależnie od pozycji zapłonu.

*Z przechyloną naczepą

Już z daleka było widać awarię naczepy ciężarówki. Inspektorzy 4 marca zatrzymali do pojazd białoruskiego przewoźnika. Naczepa ciężarówki mocno przechylała się na prawą stronę. W trakcie kontroli stwierdzono uszkodzony element układu zawieszenia pneumatycznego. Zastrzeżenia wzbudził również stan tarcz hamulcowych ciągnika siodłowego. Były zużyte i miały liczne pęknięcia. W związku z wykrytymi usterkami stwierdzono, że ten międzynarodowy przewóz drogowy realizowany jest pojazdem niespełniającym warunków określonych w certyfikacie bezpieczeństwa. Za stwierdzone naruszenia ustalono i pobrano kaucję na poczet przyszłej kary w wysokości 12 tys. zł. Pojazd skierowano na wyznaczony parking.

*ADR z usterkami – czerwone auto

Zespół pojazdów należący do polskiego przewoźnika zatrzymano do rutynowej kontroli na drodze ekspresowej we wtorek 2 marca. Ciężarówką oznaczoną pomarańczowymi tablicami przewożono materiały niebezpieczne z Polski do Rosji. Kontrola stanu technicznego ujawniła usterki zagrażające bezpieczeństwu. W ciągniku siodłowym stwierdzono pękniętą i zardzewiałą tarczę hamulcową na pierwszej osi. Z silnika samochodu ciężarowego wyciekał olej. Pęknięta była również przednia szyba. Na tablicy rozdzielczej świeciła się kontrolka informująca o awarii układu oczyszczania spalin (SCR).

* Niebezpieczny ładunek – białe auto

Ciężarówkę ADR przewożącą materiał niebezpieczny (UN 3077) działający drażniąco na oczy, skórę i bardzo toksycznie na organizmy wodne, 3 marca zatrzymał do kontroli patrol ITD. Zestaw należący do białoruskiej firmy transportowej przewoził niebezpieczny ładunek ze Słowacji do Rosji. Opona po lewej stronie na trzeciej osi naczepy nie nadawała się do jazdy, groziła wystrzałem. Miała mocno zdarty bieżnik i wystawały z niej druty. Widać było też znaczne uszkodzenie w postaci ubytku bieżnika i pęknięcia opony.

*Niesprawna i za ciężka wywrotka

8 marca ciężarówką z usterkami i bez ważnego przeglądu technicznego przewożono za dużo ziemi. Wywrotkę zatrzymał patrol wielkopolskiej Inspekcji Transportu Drogowego. Niesprawny i przeładowany pojazd wycofano tymczasowo z ruchu. Wywrotka przewoziła ziemię bez plandeki. Kierowca był jednocześnie właścicielem auta. Ciężarówka ważyła blisko 27,5 tony, zamiast dopuszczalnych 25 ton. Za duży tonaż spowodował przekroczenie nacisku podwójnej osi napędowej pojazdu na drogę o 2,5 tony. Nacisk wynosił 20,5 tony zamiast 18 ton. Dalsza kontrola drogowa ujawniła szereg innych, poważnych nieprawidłowości. Ostatnie badanie techniczne wywrotki zrobiono w październiku 2016 r. W dokumencie tym była również wpisana nieprawidłowa ilość osi pojazdu. W samochodzie wyciekały płyny eksploatacyjne, pojazd mial miał niesprawne światła mijania, pozycyjne i stopu.

*Stonoga” przeładowana ponad o 24 tony

Wieloosiowy zestaw, czyli tzw. „stonogę” zatrzymał patrol ITD na krajowej „piątce” we wtorek 9 marca. Ciężarówka należąca do polskiego przedsiębiorcy przewoziła dwa załadowane kontenery z Gdyni do Poznania. Zespół pojazdów z ładunkiem ważył 64,4 tony zamiast dopuszczalnych 40 ton. Tak duży tonaż spowodował przekroczenie nacisku podwójnej osi napędowej samochodu na drogę 4,65 tony (nacisk wynosił 23,65 tony zamiast 19 ton). Z kolei nacisk potrójnej osi nienapędowej naczepy na drogę był przekroczony o 2,15 tony (wynosił 26,15 tony zamiast 24 ton). Kierowca nie okazał do kontroli wymaganego w tym przypadku zezwolenia kat. VII na przejazd pojazdu nienormatywnego po drogach publicznych. Zestaw nie był również zabezpieczany na trasie przez pojazd pilotujący. Kontrola wykazała również dwukrotne skrócenie odpoczynku dziennego przez kierującego.

* Transport betonu z pękniętą ramą

W środę 10 marca inspektorzy zatrzymali do kontroli zespół pojazdów przewożący betonowe elementy. Były to zdemontowane fragmenty peronów kolejowych. Kontrola stanu technicznego naczepy wykazała liczne pęknięcia elementów konstrukcyjnych oraz usterkę układu ABS. Uwagę funkcjonariuszy zwrócił też niewłaściwy sposób zabezpieczenia przewożonego ładunku. Rozmieszczenie elementów spowodowało, że koła na pierwszej osi w trakcie jazdy obcierały o metalowe części wzmacniające podłogę. Nie użyto również kątowników zabezpieczających pasy mocujące przed przetarciem. Niewystarczająca była również ilość pasów. Funkcjonariusze wydali zakaz dalszej jazdy.

* * *

W każdym z wymienionych przypadków transport zostaje wstrzymany. Zabierany jest dowódu rejestracyjny samochodu i naczepy. Funkcjonariusze wydają też często zakaz dalszej jazdy. Przewoźnik musi przysłać serwis i zająć się naprawą usterek. Kierowcę karze się kilkusetzłotowym mandatem. Przedsiębiorcy grozi kara kilku tysięcy złotych. Wobec wielu właściceli firm toczą się postępowania administracyjne z ustawy „prawo o ruchu drogowym i ustawy o transporcie drogowym”. Za przyczynianie się do degradacji nawierzchni dróg przedsiębiorcy grozi do 28 tys. zł kary.

To wybrane – niestety nie wszystkie – przewinienia właściceli pojazdów ciężarowych i kierowców, którzy godzą się na jazdę niesprawnymi samochodami.

Tak, jak można przeczytać na tych kilku przykładach, wiele jadących obok nas dużych pojazdów, może być dla nas niebezpiecznych. Taki samochód na drodze sprawia zagrożenie dla innych, nie spodziewających się niczego złego. Inni użytkownicy dróg – dobrze i bezpiecznie poruszający się tymi samymi, co owe ciężarówki drogami stają się potencjalnymi ofiarami tych dużych.

Kolejne nieprawidlowości dużych aut, to pospiech. Piszemy o drogach krajowych, wojewódzkich i lokalnych, gdzie nie ma podwójnych pasów. Bywa, że kierowca „ciężarowego” podjeżdża blisko tyłów samochodu osobowego i w ten sposób chce wymusić szybszą jazdę.

Znamy zdarzenie, że kierujący autem osobowym, chcąc zmusić zawodowego kierowcę do spokojniejszej jazdy, nagle przyhamował. Siedzący „na ogonie” osobówki duży ciężarowy zestaw „nie wyrobił” i wjechał w osobówkę. Zgniótł ją, a będący w niej ludzie zginęli na miejscu. Co z tego, że w tego typu zdarzeniach zawsze winę ponosi ten, co z tyłu, bo nie zachował bezpiecznej odległości, jak życie stracili ludzie niewinni.

Kiedyś wołano „tiry na tory”, a chodziło o to, by ciągniki siodłowe wożące duże kontenery, musiały je podstawić pod specjalne wagony, by pociągi przewoziły po Polsce te transporty. Sprawę wygrali przewoźnicy, bo transport towaru – to dla nich duże pieniądze. Korzystając z pomocy PKP musieliby się z koleją dzielić.

Ewa Noga-Mazurek